„Made in Japan” — od prehistorycznych figurek po Yayoi Kusamę. Książka, która tłumaczy japońską sztukę bez zadęcia

16 września ukazuje się „Made in Japan. Fascynujące historie japońskich arcydzieł” Francesca Moreny. Dwadzieścia bogato ilustrowanych rozdziałów o samurajach, demonach, poetach i artystach — i o tym, dlaczego dzisiejsza manga wcale nie wstydzi się swoich tysiącletnich korzeni.

Kraj, który Zachód traktował jak baśń

Japonia przez wieki była zamknięta. Ta izolacja sprawiła, że dla Europy stała się miejscem niemal baśniowym — mitologia pełna yōkai, tradycyjne stroje, ceremonialne naczynia. Wszystko to przyciągało kolekcjonerów i inspirowało zachodnich artystów, którzy przetwarzali japońskie motywy na własny sposób.

Dziś Japonia XXI wieku jest synonimem nowoczesności. I tu Francesco Morena stawia tezę, która jest sercem tej książki: nawet manga i anime bez skrępowania czerpią z bogactwa dawnej sztuki japońskiej. Ta kultura nie wymyśla się na nowo co dekadę. Ona trwa — i nie ucieka od tego, co własne, nawet jeśli ma to kilkaset lat.

Tysiąc lat historii przez pryzmat sztuki

Morena, uznany ekspert od sztuki wschodnioazjatyckiej, prowadzi czytelnika od tajemniczych prehistorycznych figurek dogū z I wieku p.n.e., przez „Sto widoków góry Fuji” Hokusaia, aż po Yayoi Kusamę — artystkę, którą świat zna jako „kobietę w groszki”.

Po drodze jest wszystko, co w tej kulturze najbardziej intryguje: legendarne opowieści o samurajach i gejszach, obrazy przesycone niekonwencjonalnym erotyzmem, fantastyczne światy zamieszkane przez demony i potwory.

Fragment, który najlepiej pokazuje, jak ta książka działa

W rozdziale o Hokusai i górze Fuji autor przytacza notatkę, którą artysta zamieścił w swoim albumie. Hokusai pisze, że od szóstego roku życia miał dziwny nawyk odtwarzania wyglądu rzeczy. Wszystko, co stworzył przed siedemdziesiątką, uznaje za bezwartościowe. Dopiero w wieku siedemdziesięciu trzech lat zrozumiał budowę ptaków, zwierząt i ryb oraz to, jak rosną trawy i drzewa. Zapowiada, że w wieku dziewięćdziesięciu lat pozna głębokie znaczenie rzeczy, a mając sto dziesięć — każda jego kreska będzie wyglądała jak żywa.

Podpisał się jako „starzec szalony na punkcie malarstwa”.

Morena nie zostawia tego jako anegdoty. Zestawia deklarację z faktami — bo Hokusai tworzył wartościowe rzeczy dużo wcześniej, niż sam przyznawał, a mangę zaczął publikować już w 1814 roku. Pokazuje też stronę czysto rynkową: „Wielka fala” powstała w serii drukowanej początkowo wyłącznie w błękicie pruskim, sprowadzonym z Europy i nazywanym w Japonii „berlińskim”. Dopiero sukces sprzedażowy skłonił wydawcę do przejścia na druk wielobarwny.

To dobra ilustracja metody całej książki: arcydzieło plus historia jego powstania plus kontekst, który sprawia, że nagle rozumiesz, na co patrzysz.

Góra Fuji — bohaterka, nie tło

Osobno warto wspomnieć o samej Fuji, bo Morena poświęca jej sporo uwagi i wychodzi z tego świetna opowieść.

Dla sintoizmu, rodzimej religii Japonii, Fuji to kami — pierwotna siła natury. Przez wieki na jej zboczach budowano świątynie, a hołd górze oddawali także buddyści. Kiedy Hokusai przyszedł na świat w 1760 roku, pamięć o ostatniej erupcji z 1707 roku była wciąż żywa.

W Edo, mieście, w którym mistrz spędził większość życia, istniał kult religijny Fuji. Nie każdy mógł jednak odbyć pielgrzymkę na świętą górę, więc w mieście budowano jej miniatury, żeby wierni mogli odprawić ten rytuał metaforycznie. To jeden z tych szczegółów, po których zupełnie inaczej ogląda się japońskie drzeworyty.

Ciekawe jest też samo imię góry. Zapisywana najczęściej dwoma znakami, które dosłownie znaczą „bogaty człowiek”, ma również wariant tłumaczony jako „nieśmiertelny” — a jej pochodzenie etymologiczne wciąż pozostaje przedmiotem sporów.

Dla kogo jest ta książka

Wydawca celuje szeroko i słusznie:

  • dla miłośniczek kultury japońskiej i kultur Wschodu,
  • dla zainteresowanych sztuką i historią,
  • dla fanek japońskiej popkultury — mangi, anime, współczesnego designu,
  • dla tych, które kolekcjonują ciekawostki,
  • i po prostu dla wszystkich, które kochają piękne, bogato ilustrowane książki.

Najważniejsze: próg wejścia jest niski. To nie jest akademickie kompendium, tylko przewodnik napisany tak, żeby nie trzeba było wcześniej nic wiedzieć. Zaczynasz od zera i po dwudziestu rozdziałach rozumiesz, skąd wzięła się estetyka, którą znasz z Netflixa, z galerii i z instagramowych zdjęć Kusamy.

Świetny pomysł na prezent

Jeśli masz w otoczeniu kogoś, kto ogląda Ghibli, wybiera się do Japonii albo po prostu lubi ładne albumy — to jest bardzo bezpieczny wybór. Bogate ilustracje, krótkie rozdziały, mnóstwo historii, które chce się komuś opowiedzieć przy kawie.


Francesco Morena, „Made in Japan. Fascynujące historie japońskich arcydzieł” Znak Koncept, premiera 16 września 2026

Podziel się swoją opinią
Materiał Prasowy
Materiał Prasowy
Artykuły: 130

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *