Masz czasem wrażenie, że Twoja głowa to open space, do którego każdy problem świata ma wstęp bez zaproszenia? Pogoda, polityka, humor szefowej, to że ktoś Ci nie odpisał, że dziecko zjadło tylko trzy kęsy obiadu, a pies znów znalazł coś „pysznego” na spacerze… Wszystko naraz.
I właśnie wtedy wjeżdża on — cały na spokojnie, bez dramatu, bez rzucania talerzami — stoicyzm.
27 stycznia ukazała się książka „Stoicyzm. Jak zyskać zdrowy dystans, wpływ na własne życie i wewnętrzny spokój. Zeszyt ćwiczeń” autorstwa Magdaleny Król-Duclaye i Dagny Wysockiej. Autorki są psychoterapeutkami i pokazują, że stoicyzm to nie filozofia dla brodatych panów w togach, tylko bardzo życiowe narzędzie do ogarniania codzienności — takiej zwyczajnej, z rachunkami, stresem i emocjonalnymi rollercoasterami.
Najważniejsze stoickie odkrycie, które robi porządek w głowie
Stoicy mieli jedną myśl, która powinna być drukowana na lodówkach, kubkach i w głowie:
Są rzeczy, na które masz wpływ.
Są też takie, na które nie masz żadnego.
Niby oczywiste? Teoretycznie tak.
Praktycznie? Większość z nas żyje tak, jakby wszystko zależało od nas.
Przejmujemy się:
- tym, co ktoś o nas pomyśli,
- czy wszystko pójdzie idealnie,
- czy ktoś nas polubi,
- czy życie będzie sprawiedliwe (spoiler: nie zawsze).
Efekt?
Zero kontroli, maksimum napięcia.
I tu wchodzi ten zeszyt ćwiczeń cały na… spokój.
Stoicyzm + psychologia = duet idealny
Ta książka nie jest suchym wykładem z filozofii. To połączenie:
- stoicyzmu,
- terapii poznawczo-behawioralnej (CBT),
- terapii akceptacji i zaangażowania (ACT),
- terapii skoncentrowanej na współczuciu (CFT).
Brzmi naukowo? Spokojnie. W praktyce chodzi o to, żebyś:
- przestała walczyć z tym, na co nie masz wpływu,
- nauczyła się działać tam, gdzie ten wpływ masz,
- była dla siebie mniej surowa, a bardziej ludzka.
To nie jest „myśl pozytywnie, a wszechświat Ci odda”.
To raczej: „zobacz rzeczy takimi, jakie są — i wybierz mądrą reakcję”.
Co realnie zmienia takie podejście?
1. Mniej emocjonalnych pożarów
Ktoś coś powiedział. Dawniej: analiza przez 3 dni, scenariusze w głowie, rozmowy pod prysznicem.
Stoicko:
➡️ Czy mam wpływ na to, co ktoś myśli? Nie.
➡️ Czy mam wpływ na to, jak ja się zachowam? Tak.
I nagle połowa dramatu znika.
2. Więcej poczucia sprawczości
Zamiast:
„Moje życie to chaos i ja już nie wiem”
pojawia się:
„Okej, na to nie mam wpływu. Ale na to — już tak.”
To może być coś małego:
- jak dziś zareaguję,
- czy zadbam o siebie,
- czy powiem „nie”,
- czy zrobię pierwszy krok w trudnej sprawie.
Małe rzeczy = realne poczucie kontroli.
3. Zdrowszy dystans do siebie
Stoicyzm nie robi z Ciebie zimnej kostki lodu.
On raczej mówi:
„Jesteś człowiekiem. Błędy są w pakiecie.”
Terapia skoncentrowana na współczuciu dodaje do tego ważny element:
można być wymagającą wobec siebie i jednocześnie nie traktować się jak wroga.
Proste ćwiczenie w stylu stoickim (do zrobienia dziś)
Weź kartkę i podziel ją na dwie kolumny.
LEWA: „Nie mam na to wpływu”
Np.:
- co ktoś o mnie pomyśli,
- przeszłość,
- czy wszyscy będą zadowoleni,
- pogoda na wakacjach.
PRAWA: „Mam na to wpływ”
Np.:
- co teraz zrobię,
- jak odpowiem,
- czy zadbam o sen,
- czy odpuszczę kolejne zamartwianie się.
A teraz najważniejsze:
👉 całą energię mentalną przenosisz w prawo.
Lewa kolumna?
Można ją symbolicznie „zamknąć”. Jak zakładkę w przeglądarce, której i tak nie da się załadować.
Dla kogo jest ta książka?
Dla każdej z nas, która:
- za dużo myśli,
- bierze na siebie za dużo odpowiedzialności,
- chce mieć wszystko pod kontrolą (a życie się z tego śmieje),
- marzy o większym spokoju, ale bez uciekania w „mam wszystko gdzieś”.
To narzędzie dla kobiet, które chcą żyć świadomie, a nie w trybie ciągłego gaszenia pożarów.




Stoicyzm to nie rezygnacja. To mądre wybieranie bitew.
Nie chodzi o to, żeby przestać czuć.
Chodzi o to, żeby:
- nie oddawać swojego spokoju rzeczom, na które nie masz wpływu,
- przestać walczyć z rzeczywistością jak z wrogiem,
- zacząć działać tam, gdzie naprawdę możesz coś zmienić.
Bo czasem największą siłą nie jest „ogarnąć wszystko”.
Tylko umieć powiedzieć:
„Tego nie kontroluję. Ale siebie — już tak.”









