Joseph Mitchell „W STARYM HOTELU. Reportaże z nowojorskiej ulicy”

Tłumaczenie:

  • Kaja Gucio, Jakub Marek Klawe
  • Premiera:25 marca
  • Wydawnictwo: Znak Literanova
  • Klasyka literatury amerykańskiej

Karczmarze i uliczni kaznodzieje, kobieta z brodą i Profesor Mewa – dziwacy i wizjonerzy Nowego Jorku.

Prawie stuletni ekscentryk żywiący się wyłącznie owocami morza przekonany, że taka dieta zapewnia mu długowieczność, Philippa – dziecko geniusz o nieposkromionej wyobraźni, stalowi budowniczowie z plemienia Mohawków, którzy wznosili nowojorskie wieżowce, oraz Mazie, charakterna bileterka kultowego kina opiekująca się nowojorskimi wyrzutkami.

To tylko niektórzy bohaterowie tej książki; wszyscy tworzą niezwykłą galerię postaci, które Joseph Mitchell uwieczniał w swoich reportażach.

„W starym hotelu” to zmysłowy, malarski portret miasta menażerii ułożony z tysięcy drobnych kawałków. Mitchell z czułością i precyzją opowiada o zwyczajnej niezwyczajności swoich bohaterów – outsiderów, ekscentryków i ludzi z pogranicza – i tworzy jedyną w swoim rodzaju panoramę Nowego Jorku.

Legendarne portrety Mitchella, przez lata publikowane w „The New Yorkerze”, zdobyły status klasyki amerykańskiego reportażu. Teraz wreszcie ukazują się po polsku w brawurowym tłumaczeniu Kai Gucio i Jakuba Marka Klawego. To książka obowiązkowa dla wszystkich, których fascynują Nowy Jork i jego niezwykli mieszkańcy.

POLECENIA:

Zachwyciłem się Josephem Mitchellem tak, jak przed laty prozą Marka Nowakowskiego. Zwykłym ludziom i ich „małym życiom” dodaje szczyptę magii, a wszystko to otula nostalgia za odchodzącym światem. Piękna, cudownie zwyczajna literatura. MARCIN MELLER

Mitchell, podobnie jak jeden z jego bohaterów, Joe Gould, tworzył „mówioną historię” Nowego Jorku. Ten imponujący zbiór reportaży jest hymnem miłosnym dla tego miasta. JUSTYNA SOBOLEWSKA

Zbiór tekstów, które Mitchell stworzył dla „New Yorkera”, to wielowymiarowy obraz miejskiej różnorodności i złożoności, nakreślony z humorem oraz dystansem. MICHAŁ CHOIŃSKI

JOSEPH MITCHELL (1908–1996)

Amerykański dziennikarz i pisarz, związany przez większość kariery z tygodnikiem „The New Yorker”. Znany z niesamowitej umiejętności dostrzegania potencjalnych bohaterów w zwykłych ludziach. Choć rozmawiał także z wielkimi osobistościami, takimi jak Albert Einstein czy Eleanor Roosevelt, najbardziej kochał pisać o outsiderach, ekscentrykach i dziwakach zamieszkujących ulice Nowego Jorku. Ich życiu przyglądał się z niemal detektywistyczną pasją połączoną z niezwykłą empatią i współczuciem. Jego twórczość ukształtowała gatunek reportażu literackiego i na trwałe wpisała się w historię amerykańskiej kultury. „W starym hotelu” to książka, która dziś uznawana jest za obowiązkową lekturę dla miłośników reportażu i historii Nowego Jorku.

Fragment ze wstępu do książki, autorstwa Anny Arno

Mitchell sięgał po tematy pozostające na uboczu. Nie interesowała go sława, chyba, że ta zła, lokalna i dwuznaczna, za którą ciągnie się woń frytury i trawionego alkoholu. Zastrzegał, że unika wielkich dam, milionerów, podróżników, uznanych pisarzy i młodych aktorek. Wolał tak zwanych zwykłych ludzi, którzy w istocie byli nadzwyczajni: ułomnych i ekscentrycznych, marzycieli i niespełnionych artystów, robotników i włóczęgów, cyganów, przekupniów i ulicznych kaznodziejów, bywalców spelunek. Wiedział, że najlepszym źródłem dla reportera może okazać się barman z knajpy na rogu.

Swoich bohaterów Mitchell znajdował na obrzeżach miejskiego życia. Niezrównoważeni albo fizycznie zdeformowani żyli we własnych, intensywnych światach. Kobieta z brodą była zwyczajną osobą skazaną na los cyrkowego dziwadła. „Najbardziej porusza mnie w niej to, że hoduje pelargonie i marzy, by zostać stenotypistką”– tłumaczyła Diane Arbus, która pragnęła zrobić zdjęcie słynnej brodaczce. Mitchell namawiał ją, by wystrzegała się sentymentów, bo odmieńcy bywają równie nudni jak „normalni” ludzie. W pisarskiej postawie Mitchella nie wszyscy znajdowali empatię i głęboki humanizm. Jeden z krytyków stwierdził, że z cierpliwością botanika pisarz studiuje „ludzkie chwasty”… Poirytowany pisarz odpowiadał tym, którzy krytykowali jego pospolitych czy zdziwaczałych bohaterów: „Ludzie w wielu z tych opowiadań należą do tego gatunku, który ostatnimi czasy wielu piszących zaczęło określać jako »ludek«. Uważam, że jest to określenie odpychające i pełne pychy. W tej książce nie ma małych ludzi. Są równie ważni jak ty, kimkolwiek jesteś”.

Podziel się swoją opinią
Materiał Prasowy
Materiał Prasowy
Artykuły: 113

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *