Shadow

Recenzja balsamu do ust z masłem karite

IMG_9408

Za oknem chociaż nie ma jeszcze śniegu, to jednak temperatura na termometrach coraz częściej wskazuje ujemne liczby. Chociaż bardzo lubię zimę, to niestety moja cera niekoniecznie, a usta zupełnie jej nie znoszą. Wraz z niższą temperaturą za oknem stają się spierzchnięte i zaczynają pękać. Zwykłe pomadki nie pomagają, więc zaczęłam szukać czegoś bardziej specjalistycznego. Przebrnęłam przez różne marki i rodzaje pomadek, masełek oraz szminek czy kremów. I tak w końcu trafiłam na balsam do ust Laury Conti, z firmy Coloris.

Pierwsze wrażenie

Kiedy znalazłam ten produkt na półce sklepowej od razu wywarł na mnie wrażenie produktu z górnej półki, który powinien zachwycić mnie swoją jakość i, który daje gwarancję zadowolenia klienta. Prawdę mówiąc od razu pomyślałam, że jest bardzo drogi. Szybko jednak okazało się, że jego cena nie odbiega zbytnio od cen innych podobnych produktów. To tez niewiele się nad tym zastanawiając po prostu go kupiłam. Nazwa sugeruje mi się, że powinnam mieć do czynienia z pomadką o zbitej i bardzo gęstej konsystencji. Każde masło, które używałam do tej pory do ciała było bardzo wydajne i wyjątkowo nawilżało, dlatego już na wstępie postawiłam produktowi pewne wymagania. Pomadka powinna być wydajna, dobrze się rozprowadzać i nawilżać spierzchnięte usta. Co więcej musi także zapobiegać szybkiemu ponownemu wysuszaniu ust. Właściwie się nie zawiodłam. Po odpakowaniu i pierwszy nałożeniu mogę powiedzieć, że konsystencja pomadki przypomina oczekiwane masło. Jest przyjemna, nie zostawia koloru na ustach, nadaje lekki połysk, ale jednocześnie nie daje efektu sklejonych ust, co bardzo mnie w niej zachwyciło. Dodatkowo niesamowite było to, że już po pierwszej aplikacji, moje usta stały się miękkie i nawilżone. Dotyk pomadki przyniósł dużą ulgę moim ustom.

Trochę czasu z masełkiem

Po dłuższym okresie stosowania Masła do ust moje usta stały się zupełnie gładkie i miękkie. Nawet niska temperatura za oknem nie wyrządziła im krzywdy, co dla mnie jest naprawdę dużym plusem. Odpowiada mi bardzo opakowanie w jakim znajduje się produkt. Forma sztyftu przy częstym używaniu jest bardzo pomocna i nie pozwala na szybką aplikację bez zbędnego biegania do łazienki i mycia rąk, jak jest w przypadku balsamów w okrągłym opakowaniu, które aplikujemy na usta za pomocą palców. Masło Karite to naturalny produkt, który posiada także wyciąg z rokitnika. Rokitnik to roślina z rodzaju oliwkowatych, której specjalne ekstrakty zawarte w pomadce pozwalają na dodatkowe nawilżenie i regenerację.

Unikalna kompozycja tych składników pozwala na pielęgnację skóry zniszczonej, przesuszonej, łuszczącej się i wymagającej regeneracji. Olej z owoców rokitnika wykazuje zdolność częściowej absorbcji promieniowania słonecznego z zakresu UVB oraz wysoką aktywność antyoksydacyjną zwalczającą wolne rodniki, co zalicza je do naturalnych filtrów przeciwsłonecznych. Tak więc oprócz nawilżenia, zyskujemy także ochronę przed słońcem. Warto wziąć pod uwagę, że w pomadce znajduje się także witamina A w postaci karotenoidów, które wzmacniają włókna kolagenowe.

Czy warto?

Pomadka nie kosztuje wiele, więc bez wątpienia cena jest jej dużym atutem. W przypadku zimy mało który produkt potrafi odpowiednio nawilżyć usta. Przyznam, że to masełko miło mnie zaskoczyło. Efekt nawilżenia był widoczny i odczuwalny, natomiast minusem jest to, że trzeba często nakładać niewielką warstwę. Tylko przy częstej aplikacji można było uzyskać ciągle miękkie i gładkie usta. Pomimo to, po wielu różnych produktach, które miałam okazję już testować, mogę bez problemu powiedzieć, że warto zainwestować w ten produkt. W tym przedziale cenowym daje naprawdę zaskakujące efekty.

IMG_9407

IMG_9404

IMG_9409

IMG_9410

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.