Evernote vs. OneNote – co lepsze dla biznesu?

Firma musi mieć dobrą aplikację do pobierania notatek. Ostatnio bój o to miejsce toczy się między Evernote, a OneNote firmy Microsoft.

Każda z tych aplikacji ma swoich zwolenników i posiada specyficzne cechy, które dają możliwość do bycia najlepszym miejscem do przechowywania notatek. Trudno jest udzielić w tej sprawie jednoznacznej odpowiedzi i prawdę mówiąc każdy ma cechy, które mogą okazać się pozytywne i potrzebne. Zarówno Evernote, jak i OneNote posiadają zalety, które mogą przypaść do gustu różnym użytkownikom.. Jeśli więc stajesz przed wyborem, który z nich może okazać się bardziej przydatny to warto przyjrzeć się kilku ważnym kwestiom .

EVERNOTE: SŁOŃ, KTÓRY PAMIĘTA

Elementem wartym uwagi jest porównanie zaprojektowanych aplikacji. Evernote na samym początku nawiązał współpracę z iPhonem, w momencie, w którym był nowy i kształtował się cały system. Dzięki temu uplasowało się, że firma zawsze miała pierwszą mobilną mentalność, która można było zastosować na wiele różnych sposobów. W ostatnim czasie jednak Evernote wylądowało na językach wielu ludzi, po wyszukaniu w Googlach informacji o Evernote można zauważyć, że wiele opinii jest negatywnych oraz pokazuje powolne działanie aplikacji, co jest bardzo irytujące dla użytkowników.

Evernote ma jednak w planach wielki powrót. Firma niedawno zakończyła masowe przenoszenie swoich danych do platformy Google Cloud Platform i przeprowadziła modyfikacje aplikacji na iOS. Co więcej mają w swojej ofercie także aplikację internetową. Dzisiaj korzystanie z Evernote jest znacznie łatwiejsze niż kiedyś.

Ważne jest jednak, że większość głównej struktury nie pozostała zmieniona. Aplikację możesz używać jako miejsca do pisania i zapisywania notatek, artykułów z internetu lub załączyć w nim pliki z Dysku Google, aby łatwiej można było pracować z zespołem.

Niestety jeśli chcemy używać Evernote bez płacenia to należy ograniczyć się do dwóch urządzeń i nie można zapisywać notatek w trybie offline, ani też przesyłać e-mailów dalej. Takie funkcje są dodatkowo płatne.

OneNote: PURPUROWA BESTIA

OneNote pochodzi z ery przed iPadem. W gruncie rzeczy było to pierwsze oprogramowanie wykorzystujące dotychczasowe urządzenia takie jak Windows XP Tablet PC Edition. Ciekawym elementem jest to, że interfejs jest podzielony na sekcje oraz strony, które możemy podzielić sobie w notatniku.

W przypadku zainstalowania OneNote na Surface lub iPada uzyskujemy znacznie bardziej wydajnego OneNote. Można wprowadzić zmiany w aplikacji i dostosować ją do własnych potrzeb, co jest niemożliwe w przypadku Evernote.

Problemem okazuje się jednak przenoszenie z jednej platformy do innej, gdzie tworzy się sytuację, w której część tekstu zostaje przeniesiona, a druga część znika. Podczas pisania na arkuszu na komputerze lub tablecie uzyskujemy pełny obraz, jednak po zastosowaniu smartfona, mamy problem z pełnym widokiem niektórych notatek i treść ulega ściśnięciu.

Zasadniczą zaletą jest to, że OneNote jest bezpłatną aplikacją. Aplikacja OneNote2016 jest także ciekawą alternatywą, ma ona inny układ i niektóre starsze narzędzia w porównaniu z wersją dla Windows 10. Jednak można nagrywać dźwięk i tworzyć zadania, które w kolejnym kroku można synchronizować z programem Outlook. Wersja z systemu Windows 10 jest szybsza i bardziej unowocześniona.

PODSUMOWUJĄC

Dla osoby, która pracuje głównie w pakiecie Office 365, robi notatki lub preferuje strategie organizacyjne to stanowczo OneNote może okazać się znacznie lepszą opcją. Jeśli z kolei większość pracy polega na zapisywaniu przypadkowych informacji lub większości notatek na urządzeniu mobilnym to dobrą opcją może stanowić Evernote.

Warto więc przetestować obie aplikacje i zastanowić się, która z nich bardziej sprawdza się w naszych potrzebach. Evernote daje możliwość przetestowania siebie na dwóch urządzeniach, a z kolei OneNote można sprawdzić zawsze i bez większych ograniczeń.

Podziel się swoją opinią

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  1. Bardzo podoba mi się, jak klarownie wyjaśniasz temat. To naprawdę pomaga poukładać sobie w głowie codzienne wybory. Dzięki temu łatwiej ruszyć z miejsca bez poczucia przytłoczenia.

    • Zabrałam z tego tekstu kilka prostych kroków, które mogę wdrożyć od razu. Bez presji na doskonałość i wielkie plany. To dla mnie ogromna ulga.

      • Idealne połączenie empatii i konkretu. Łatwo z tym wejść w działanie bez poczucia, że trzeba robić wszystko perfekcyjnie. Wracam do tego wieczorem i planuję tydzień.

        • Dużo w tym praktyczności i życiowego rozsądku. Nawet jeśli znam część zasad, to sposób podania sprawia, że chce się spróbować jeszcze raz. To dla mnie bardzo wspierające.

          • Pięknie piszesz o ważnych sprawach w prosty sposób. Dajesz przestrzeń na bycie sobą, bez presji i porównań. Takie treści naprawdę wzmacniają.

          • Dobrze, że mówisz o tym bez lukru – realistycznie, ale nadal z nadzieją. Taki ton rozmowy pomaga odpuścić presję i skupić się na małych krokach. Dziękuję za tę perspektywę.

          • To dokładnie ten balans, którego szukam: teoria podana w praktyczny sposób. Dzięki temu czuję, że dam radę zrobić pierwszy krok. Zapisuję w planerze i wracam.

  2. Czułam wstyd wokół tego tematu, a tu dostałam zaproszenie do łagodności wobec siebie. Ustalę jeden wskaźnik, po którym poznam, że idę w dobrą stronę – to mi da namacalny feedback. Zrobiło mi się szerzej w klatce piersiowej, jakby faktycznie wróciło więcej przestrzeni na oddech. Przetestuję wersję „10 minut i stop” – łatwiej zacząć, niż celować w godzinę idealności. Poczułam, że mogę odłożyć porównania na bok i wrócić do swoich potrzeb. Już mam plan, jak to wdrożyć w prosty sposób.

    • Dziękuję za tę normalizację – czuję mniej presji, a więcej ciekawości, co mogę zrobić po swojemu. Dobrze, że pokazujesz, jak sprawdzać postępy bez obsesji na wyniku – to bardziej ludzkie. Zachowuję to na cięższe momenty – wiem, że wtedy wrócę do tej lekkości. Zapisałam w planerze dwa rytuały, które realnie wspierają moje samopoczucie – nie chcę o nich zapominać. Zrobiło mi się jaśniej – jakby ktoś zapalił lampkę w miejscu, które omijałam z przyzwyczajenia. Świetnie, że pokazujesz, jak przełożyć te wskazówki na codzienność – spisałam je i włączę do porannej rutyny.

      • Zatrzymałam się w pół zobowiązania i zadałam sobie pytanie, o którym piszesz – i to już zrobiło różnicę. Ustaliłam górną granicę wysiłku – to niby oczywiste, a ratuje przed przeciążeniem. Wreszcie czuję, że mogę działać odstając od schematu, a nie pomimo niego. Zostawiam sobie miejsce na poprawki – zapiszę wnioski po pięciu dniach i dopiero wtedy coś zmienię.

        • Miałam wrażenie, że to list do mnie – usłyszany i spokojny. Zrobiłam porządek w priorytetach: co naprawdę ma znaczenie w tym tygodniu, a co może poczekać. Właśnie takiego wspierającego tonu brakowało mi ostatnio, kiedy wszystko wydawało się za głośne. Sprawdzę w praktyce i dam sobie czas na korekty.

          • Miałam wrażenie, że to list do mnie – usłyszany i spokojny. Po przeczytaniu uprościłam listę obowiązków – zostawiłam tylko to, co realnie przesuwa mnie do przodu. Z tego, co piszesz, bije realizm – i to pomaga wrócić na ziemię bez poczucia porażki. Zapisuję te wnioski na przyszły tydzień.

          • Jest w tym tekście dużo zgody na człowieczeństwo – i to jest najbardziej wspierające. Zrobiłam krótką checklistę na bazie tego artykułu i będę odhaczać po jednym punkcie dziennie. Dobrze, że mówisz o tym wprost i bez udawania – to naprawdę ułatwia oddech i pozwala odpuścić perfekcjonizm. Przepisałam sobie plan B na trudniejsze momenty – bez tego łatwo odpuścić. Sprawdzę w praktyce i dam sobie czas na korekty.

          • Budujesz most między tym, co czuję, a tym, co realnie mogę zrobić. Zrobiłam mini-eksperyment: przez trzy dni mierzę tylko jedną rzecz, żeby wyłapać zależności. Zrobiło mi się szerzej w klatce piersiowej, jakby faktycznie wróciło więcej przestrzeni na oddech. Ten artykuł dobrze łączy teorię z praktyką – od razu widać, co można zrobić już dziś. Sprawdzę w praktyce i dam sobie czas na korekty.

          • Jest w tym tekście dużo zgody na człowieczeństwo – i to jest najbardziej wspierające. Doceniam jasne przykłady – dzięki nim wiem, jak przełożyć to na domowe realia, nie tylko teoretycznie. Miałam wrażenie, że to list do mnie – usłyszany i spokojny. Zdefiniowałam jeden cel na ten tydzień i rozbiłam go na mikro-zadania – dzięki temu nie tonę w planowaniu.

          • Dziękuję za język, który nie rani, tylko otwiera. Fajne jest to, że nie trzeba rewolucji – mały krok dziennie jest w moim zasięgu. To było dokładnie to zdanie, którego dziś potrzebowałam, żeby nie rezygnować z siebie. Dodałam do planu krótką przerwę na ruch – to realnie poprawia koncentrację. Zabrałam z tego tekstu jedno zdanie, które dziś powtórzę sobie wieczorem. Sprawdzę w praktyce i dam sobie czas na korekty.

          • Mam wdzięczność za to, że nie sprzedajesz prostych recept, tylko uczysz słuchać siebie. Dobrze, że pokazujesz, jak sprawdzać postępy bez obsesji na wyniku – to bardziej ludzkie. Miałam wrażenie, że to list do mnie – usłyszany i spokojny. Zdefiniowałam jeden cel na ten tydzień i rozbiłam go na mikro-zadania – dzięki temu nie tonę w planowaniu. Wybrzmiewa tu szacunek do granic i energii, co dla mnie jest teraz kluczowe. Biorę z tego mały krok na dziś, resztę zostawiam na spokojnie.

  3. To jest dokładnie ten rodzaj wsparcia, którego szukam w gorsze dni. Konkret, ciepło i życiowe przykłady. Zapisuję, żeby wracać, gdy będę potrzebować przypomnienia.

    • Bardzo wartościowy artykuł: konkrety, przykłady i delikatna motywacja. Lubię, gdy dostaję jasny plan na małe kroki. Już wiem, od czego zacznę.